Wolf Fang


KSIĄŻKA NUMERU
Przestrogi Mistrza Sun
Marcin Tysler



     Wojna to sprawa o żywotnym znaczeniu dla państwa, obszar życia i śmierci, droga do przetrwania lub zagłady. Zagadnienie to trzeba więc dokładnie rozpatrzyć.
     Dzieła, które położyły podwaliny pod kulturę Rokuganu, podobnie jak co barwniejsi tego uniwersum bohaterowie, znajdują swe odzwierciedlenie w dziejach naszego świata. Imiona Musashiego czy Yagyu mogą być nieobce miłośnikom Dalekiego Wschodu, jednak jeden z prototypów rokugańskich postaci jest znany niemal każdemu. Autor „Sztuki wojennej”, właściwie jednomyślnie zaliczany do największych myślicieli ludzkości, stanowił wzór dla niezwykle istotnej postaci z dziejów Szmaragdowego Cesarstwa – samego Akodo-no Kami.
     Akodo miał zmienić chaotyczną, nieskoordynowaną bijatykę niecywilizowanych ludzi w zorganizowaną i precyzyjną wojnę – tak samo jak Sun Zi (znany u nas lepiej jako Sun Tzu) zaprowadził ład w prymitywnych metodach wojowania starożytnych Chińczyków. Obaj jednak przekazali swym ludom prawdę najistotniejszą – że najcenniejszym ze zwycięstw jest to osiągnięte bez walki. I tak samo ich narody zapomniały tej nauki. Po Sun Zi nastąpiły stulecia krwawych i wyniszczających walk, a po Akodo – tysiąc lat (jeśli wierzyć historykom Ikoma) wojen między klanami, w których poległy tysiące ludzi.
     Mistrz Sun zdaje sobie jednak sprawę z nieuniknioności wojny. Kiedy już przystępuje do walki – chwyta się wszystkich sposobów, by zwyciężyć. Na pozór metody, które zaleca Sun, budzą opór. Zdają się być niehonorowe, bazujące na podstępie i chytrości. Stoją w sprzeczności z wizją męskiego, godnego pojedynku, którego byśmy po bohaterach oczekiwali. Wszystko to ma jednak jeden cel – przynieść zwycięstwo jak najszybciej, by zminimalizować straty i koszta wojny, bo na wojennej pożodze i głodzie trąca wszyscy. My zaś wiemy, że tegoż samego uczy Akodo – po to, by dobro Cesarstwa było na pierwszym miejscu.
     „Sztuka wojenna”, podobnie zresztą jak i „Dowodzenie” przez wieki obrosła licznymi komentarzami, przypisami i krytykami. To, jak i specyfika języka chińskiego, spowodowało że dzieło mistrza Sun jest niezwykle trudne w przekładzie. Na wiele europejskich języków „Sztukę…” tłumaczono wielokrotnie. Nie inaczej jest z jej polskimi wersjami, których doliczyć się można kilku. Podstawą niniejszej recenzji była edycja wydawnictwa vis-?-vis/Etiuda w tłumaczeniu cenionego pisarza, językoznawcy i orientalisty Roberta Stillera.
     Nie będę rekomendował „Sztuki wojennej” jako nieocenionego podręcznika dla przedsiębiorców czy menadżerów – hasła reklamowe, pod jakimi promowane kolejne wydania uważam za nieco przesadzone. Z cała jednak pewnością lektura mistrza Sun przyda się każdemu miłośnikowi Legendy – zwłaszcza takiemu, który wciela się w role dowódcy, oficera czy polityka. Mogę zapewnić, że dzięki temu jego bohater będzie znacznie trudniejszy do pokonania.

Sun Zi: Sztuka wojenna, Kraków 2003

wcześniejsze recenzje:
Znowu o podłogach
Poezje na odejście
Szata zdobi człowieka
Dworskie opowieści
Karuzela z szogunami
Zawsze inna Japonia
Zimowe sekrety
Japońskie duchy
Gdzie wschodzi słońce?
Chorągwie kulawca
Droga rycerza
Obóz przetrwania
Koany herbaty
Świadomość
Droga ku chwale
Droga Samuraja
Chwile zaklęte w słowa
Cała prawda o Mieście Kłamstw
Rokugańskie abecadło
Czym jest piękno
Epos bezpański